
Trzeciego listopada w Biurze Parlamentu Europejskiego w Polsce rozmawiałyśmy o przywództwie kobiet, różnorodności i talentach. W panelu, który poprowadziła Justyna Dżbik-Kluge, spotkały się Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka do Parlamentu Europejskiego, Katarzyna Smyk, dyrektorka Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, Katarzyna Barczyńska, doradczyni biznesowa i mentorka Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, oraz Karolina Andrian z Fundacji Share the Care.
Katarzyna Smyk przez dekadę pracowała w instytucjach europejskich i, jak mówiła, była tam „pod parasolem” dobrych standardów. Z nierównością zderzyła się dopiero po powrocie do Polski. Pierwsze dwa tygodnie w nowej roli, oficjalne spotkanie, ona jedna wśród ośmiu utytułowanych mężczyzn. Innym razem jedna wśród czterdziestu kilku.
Katarzyna Barczyńska swój moment otrzeźwienia umiejscawia w 2008 roku. Globalna grupa wydawnicza, 36 tysięcy osób, w tym mnóstwo kobiet na niższych szczeblach. Na sali top 200 menedżerów. Kobiet dwadzieścia.
Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała to wprost: mamy do czynienia z regresem w sprawach kobiet, choć ona sama woli nazywać to „stopem”, bo stop da się jeszcze zatrzymać. Katarzyna Barczyńska dodała, że spodziewa się raczej więcej pracy niż mniej, bo pewne narracje wracają. Żadna z nich nie mówiła tego z rezygnacją. Mówiły to jako osoby, które wiedzą, że zdobyte rzeczy trzeba utrzymywać.
W tle padły liczby, które warto zapamiętać: kobiety stanowią 38,8 procent składu Parlamentu Europejskiego, powyżej średniej światowej. Przewodnicząca Komisji Europejskiej, przewodnicząca Parlamentu i szefowa unijnej dyplomacji to dziś kobiety. Przy okazji wyszukiwarka przy każdej z nich uprzejmie podpowie, ile mają dzieci. Przy mężczyznach na analogicznych stanowiskach jakoś nie.
Prowadząca zadała pytanie, które zwykle zapala czerwoną lampkę: czy my same gdzieś się nie blokujemy? Karolina Andrian odpowiedziała z dystansem do tej diagnozy i to była jedna z najmocniejszych rzeczy, jakie padły na sali.
Owszem, jest praca z konkretną osobą, i to robi dobry mentoring: pokazuje, na czym możesz budować, kogo znasz, co już osiągnęłaś, czego o sobie nie zauważasz. Ale sama praca nad sobą nie wystarczy. Są jeszcze dwa poziomy. Drugi to zmiany systemowe: dyrektywa work-life balance, women on boards, jawność wynagrodzeń, parytety. Trzeci to sojusznicy: babcia, kobiety w rodzinie, koleżanki z pracy, mężczyźni wokół.
„Daleka jestem od szukania winy tylko w sobie” powiedziała Karolina Andrian. Możemy być odważniejsze. Ale nie wymagajmy od liderek, żeby w pojedynkę nadrabiały to, czego nie robi system.
Katarzyna Barczyńska dołożyła do tego obraz z rekrutacji. Świetna kandydatka, zastępczyni szefa marketingu na Europę, idealnie pasuje na awans. I wycofuje się. Czasem argumentem jest rodzina. Ale bardzo często jest to przekonanie, że muszę wiedzieć na sto pięćdziesiąt procent, muszę udowodnić, muszę być lepsza. Wzorowa uczennica, która nie zgłasza się do odpowiedzi, dopóki nie umie wszystkiego.
Ten wątek rozwijał się na scenie najdłużej i miał najwięcej konkretów. Sojusznikiem bywa mężczyzna w organizacji, który wypycha cię “na widok”. Katarzyna Barczyńska opowiadała, jak po latach w wyciszonym wydawnictwie akademickim trafiła do firmy, gdzie ktoś po prostu wysłał ją na scenę przed półtoratysięczną publiczność. Sama by tam nie weszła. Dodała przy tym rzecz, którą warto zapamiętać: to działało, bo cała organizacja była inkluzywna, otwarta na różnorodność, więc nikogo nie dziwiło, że na scenie staje kobieta z Europy Środkowo-Wschodniej, która angielskiego uczyła się w Polsce.
Sojusznikiem bywa partner, który podejmuje decyzję i bierze jej koszt na siebie. Joanna Scheuring-Wielgus mówiła o dwóch latach, w których jej mąż zrezygnował z pracy, żeby ogarnąć dom i szkoły trójki dzieci.
Sojuszniczką bywa zupełnie postronna kobieta. Joanna Scheuring-Wielgus opowiedziała, jak jej środowisko wybrało już kandydata na prezydenta miasta, a ona w niedzielny poranek usiadła i spisała na kartce, kim ta osoba powinna być. Kompetencje, doświadczenie, to, co ma sobą reprezentować. Skończyła, spojrzała na kartkę i zrozumiała, że opisała samą siebie. Kiedy posłanka zadzwoniła do kolegi, z którym jej środowisko ustaliło wcześniej, że to on będzie kandydatem na prezydenta miasta, i powiedziała mu, że kandydatką będzie jednak ona, to jego żona odezwała się pierwsza: super, od początku to mówiłam, że to powinnaś być Ty.
I odwrotnie: brak sojuszu też potrafi zaskoczyć. Bywa, że to nie mąż ma problem z wyjazdem czy awansem żony, tylko mama albo babcia, które pytają, co z tymi dziećmi.
To był najbardziej praktyczny fragment debaty i dotyczy każdej z nas, która kogoś do czegoś przekonuje: zespół, klienta, partnera, urząd.
Fundacja Share the Care przygotowywała wdrożenie dyrektywy work-life balance i sprawdziła w badaniach fokusowych, jaki argument realnie przekonuje do dzielenia się urlopem rodzicielskim. Równość płci? Nie. Ani dla mężczyzn mężczyzn, ani dla kobiet. Działały korzyści dla dziecka i korzyści dla relacji w związku.
Druga lekcja z tego samego projektu dotyczy tego, co słyszy druga strona. Raport miał tytuł mówiący, że matka jest najlepsza dla dziecka. Brzmi niewinnie. Tylko co słyszy ojciec? Że jest gorszy. Że jego urlop rodzicielski to plan B, a dziecko na tym straci.
Katarzyna Smyk mówiła o tym samym z poziomu instytucji. Nowa europejska strategia równości płci została świadomie odideologizowana, bo ma trafiać także do osób, które nie myślą tak jak jej autorzy. Argument brzmi więc: nie stać nas na eliminowanie z rynku utalentowanej części społeczeństwa, a procesy decyzyjne z udziałem kobiet są po prostu lepsze. Argument gospodarczy, nie światopoglądowy.
Najmocniejsza liczba całej debaty: zanim w Polsce zadziałał mechanizm nieprzenoszalnego urlopu rodzicielskiego, korzystał z niego około 1 procent ojców. Rok w rok: 1,1 procent, 1,2 procent. Po wdrożeniu dyrektywy work-life balance kolejno 7, 17 i 24 procent. Urlopy są wciąż krótsze niż u matek i pracy zostało dużo, ale dynamika jest jednoznaczna. Ruszyła nie świadomość, tylko konstrukcja przepisu.
Podobnie w instytucjach europejskich. Joanna Scheuring-Wielgus przyznała, że była zaszokowana tym, jak naturalnie działają tam parytety przy obsadzaniu funkcji: ma być tylu mężczyzn, tyle kobiet, nikt z tym nie dyskutuje, niezależnie od opcji politycznej.
I jeszcze jedno, co w tej części wybrzmiało najwyraźniej: system to także to, co robisz ty, mając choćby odrobinę wpływu. Posłanka opowiedziała, jak dowiedziawszy się o wakacie w europejskiej agencji, po prostu zadzwoniła do konkretnej kobiety z prośbą o CV i zaczęła lobbować. Potem wprowadziła w struktury dwie dziewczyny zaraz po stażu. „I w ten sposób to się robi.”
Trzy rzeczy, które da się przełożyć na własny biznes od razu.
Warto czasem zrobić to ćwiczenie we własnej firmie. Opisać, kto powinien poprowadzić ten projekt, tę rozmowę, ten nowy kierunek. A potem przeczytać kartkę jeszcze raz.
Wydarzenie zorganizowane przez Biuro Parlamentu Europejskiego w Polsce i Sieć Przedsiębiorczych Kobiet w ramach Tygodnia Równości Płci.

Wygląda na to, że nie dodał Pan/i jeszcze żadnych produktów do koszyka.
Przeglądaj produkty